Kitchen, copy?

Dzisiaj troche o jedzeniu....praca w campowej kuchni ma swoje plusy - dużo jedzenia! A będąc zamkniętym w lesie na odludziu jest to bardzo ważny aspekt i niekiedy jedyna przyjemnością dnia jest zjedzenie jakiejś dobrej muffiny z czekoladą czy hawajskiej pizzy.
Menu na campie ustalone jest na dwa tygodnie i powtarza się przez całe lato. Dużą uwagę poświęca się barom salatkowym, w których można znaleźć chyba każde warzywo jakie znam, a oprócz tego zawsze do obiadu przygotowujemy warzywa na ciepło. Jednak chyba na tym się kończy zdrowe jedzenie, a zaczynają hamburgery, pizzy, tortille, chleby tostowe, ogromne ilości sosów, ciastka w proszku, mrożone filety i jajka przechowywane w kartonie jak mleko. Tak, nie mamy normalnych jajek na campie, ale za to jajecznica dla 60 osób to nie problem :D Upieczenie ciasta to też nie problem bo tylko trzeba wymieszać proszek z wodą i gotowe. Wyjątkiem jest chelb kukurydziany i ciasto cukiniowo-czekoladowe, ktore od początku do końca powstaje w naszej kuchni....pycha!
Genialnym rozwiązaniem u nas na campie jest lodówka dostępna 24h dla pracowników campu gdzie dajemy pozostałości z obiadu plus jakies jogurty, mleka, owoce, a nawet dostępne są batoniki i różne przekąski! Jak widzicie głodni nie chodzimy więc szansa na opuszczenie tego kraju w większych gabarytach jest duża :(
Zmorą osób pracujących na kuchni są weganie, wegetarianie, gluten free i lactose free. Wyobraźcie sobie, ze specjalnie dla dwóch osób, które są veganami trzeba przygotowywać osobny obiad. Najlepsze jest to, że tacy weganie potrafią sobie bez skrupułów potem wcianac tort z bitą smietana. Nie ogarniam...
A ja czekam na serniczek gdyż nauczyłam się cofać przyczepa! Raz zdazyło mi się wjechac w barierke ale...ciiiii! Jeszcze bedzie ze mnie dobry kierowca!


Share this:

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz