Mariusz Max-Kolonko z Boston Maseczjusets. 10 MUST SEE w Bostonie!



 

 

Mariusz Max-Kolonko z  Boston Maseczjusets. 10 MUST SEE w Bostonie!

 Jak powszechnie wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tak też było i w moim przypadku. Po odwiedzeniu najważniejszych miast w stanie Rhode Island, przyszedł czas na coś większego! Wspólnie z Agatką i Polly zdecydowałyśmy, że na 2 dni podbijamy stolicę stanu Massasuchusetts – BOSTON.

Boston leży w północno-wschodniej części i jest jednym z najstarszych miast USA, zostało założone już w 1630roku. To znaczy, że ma aż ponad 200 lat przewagi nad innymi miastami w USA! To miasto różnorodności, tutaj historia łączy się z nowoczesnością. Instytucje kulturalne, a zarazem drapacze chmur. Chodniki z czerwonej cegły i stare kamieniczki przenikają w dżungle ze szkła.
Po porannej zmianie w pracy, wparowałyśmy do kuchni i spakowałyśmy wszystko co popadnie. Gotowe do drogi wsiadłyśmy do samochodu naszej szefowej, która jak zwykle okazała nam wielkie serce i  podwiozła do miasta. 

Aby dojechać z naszego miasteczka Wakefield do Bostonu musimy dostać się na stację kolejową Wickford Junction skąd odjeżdżają pociągi prosto do South Station w Bostonie ( niecałe 2h drogi).


Z Agatką czekając na pociąg :)


W pociągu, w którym jechałyśmy było o dziwo bardzo dużo miejsca, wygodne siedzenia, stoliki, a do tego wifi przez całą trasę. Po raz kolejny spotkałyśmy się z otwartością Amerykanów, konduktor przyszedł do nas na krótką pogawędkę, chociaż jak zwykle było to o wszystkim i o niczym.
Mam wrażenie, że coś takiego jak ustalone ceny przejazdu pociągami w USA NIE ISTNIEJĄ. Ten sam przejazd może kosztować zupełnie inną kwotę, a wszystko zależy od.. konduktora. W sumie to zrobiłyśmy niezły deal, bo za dojazd do Bostonu w 2 strony zapłaciłyśmy tylko… 6$. Jak to możliwe?
Jadąc w pierwszą stronę poprosiłyśmy o bilety dla studentów, jednak konduktor zapytał: Are you high school? Odpowiedziałyśmy:  No, no we are students. Po czym on odparł: No girls, you are high school so it will be 6$.  
Świetnie, jedziemy jako uczennice liceum, płacąc tylko 6$, a nie jak powinnyśmy 12.  Chociaż nasza droga powrotna przebiła wszystko – tą samą trasę pokonałyśmy… za darmo. Pani konduktor zapytała nas tylko dokąd jedziemy , po czym kompletnie olała naszą obecność w pociągu.
Love America! #YOLO


Ok.. jesteśmy w Bostonie! To co teraz? Czekamy na naszego przewodnika jak i hosta w jednym -  Kirana. Skąd znamy Kirana? Oczywiście AIESECer AIESECerowi zawsze pomoże! Kiran  był wolontariuszem w AIESEC Warszawa UW ( buziaki dla Drzymy i Zuzy jeśli to czytają:*) i z chęcią odpisał na nasze zapytanie couchsurfingowe  oferując nocleg u siebie. Nasz host jest z Indii, ale obecnie studiuje w Bostonie na uniwersytecie MIT ( taaak, jest bardzo mądry!)

To my i nasz super przewodnik! ;)

Zaczynamy naszą wycieczkę, czyli według mnie:

 10  MUST SEE w Bostonie! 


1. PRUDENTIAL TOWER – wjazd na 52 piętro! SZOK, NIEDOWIERZANIE, ale to się dzieje naprawdę! Dzięki karcie Kirana mamy dostęp do windy wiozącej nas do restauracji położonej w drugim co do wielkości budynku miasta ( #26 drapacz chmur w całym USA) . Na szczycie rozpościerał się widok na calutki Boston, a przy tym można było wsłuchać się w koncert jazzowy. Niezwykły klimat, chwilo trwaj! Szukacie miejsca na randkę w Bostonie? To miejsce jest do tego stworzone.

Koncert jazzowy na 52 piętrze
Z Agatką podziwiamy panoramę miasta



2. ZJEDZ CANNOLI i skosztuj BOSTOŃSKIEGO LAGERA -  w Bostonie możesz poczuć smak Sycylii próbując cannoli. Jest to ulubiony włoski przysmak, pyszne chrupkie rurki w połączeniu z kremem powstałym na bazie sera ricotta tworzą ‘niebo w gębie’! Kolejka do miejsca, w które zabrał nas Kiran -  Maria’s Pastry wychodziła na ulicę i kończyła się w jej połowie. Zdecydowanie warto było czekać!




Zbliżał się wieczór więc trzeba było przemyśleć sprawę udania się do baru. W USA nie można siedzieć w lokalach tak długo jak w Polsce, w Bostonie puby czynne są tylko do 1:00, a aby wejść do środka trzeba okazać dokument potwierdzający ukończenie 21 lat.  Odwiedziliśmy 2 miejsca, a w każdym z nich wybór piw był po prostu przeogromny. W jednym z nich czekał na nas wybór ponad 50 rodzajów różnych piw z całych stanów.

 

3. POCZUJ SIĘ JAK STUDENT prestiżowych uczelni! Boston to kuźnia talentów miasto gdzie żyje wielu studentów. Znajdują się tutaj aż… 50 uniwersytetów, w tym najważniejsze:  duma HARVARD UNIVERSITY i jedna z najbardziej prestiżowych uczelni  technicznych  świata czyli MIT czyli Massasuchusetts Institute of Technology.



Wewnątrz jednego z budynków MIT



( PS. Od października zaczynamy tam studia, dotknięcie stopy Harvarda w końcu do czegoś zobowiązuje)


Biblioteka wydziału Prawa na Harvardzie







Przerwa na śniadanie na Harvard Square

4. FREEDOM TRIAL – jest to miejski szlak, który prowadzi przez najważniejsze miejsca historyczne opowiadające rewolucją amerykańską. Zaczyna w parku Boston Common ( jest to najstarszy park w USA, gdzie miałyśmy przyjemność zrobienia sobie godzinnej drzemki na trawce, ma aż 20hektarów!) , a kończy na Bunker Hill Monument.






      5. DZIELNICA FINANSOWA & DOWNTOWN – centrum miasta, prawdziwa dżungla ze szkła! 





      6. POSŁUCHAJ OPERY w środku miasta - Po parogodzinnym chodzeniu w skweru postanowiłyśmy przysiąść na ławce koło Boston Public Library, a tu niespodzianka, niezwykle utalentowany pan uraczył nas takim spektaklem:




       7.QUINCY MARKET – szukasz miejsca żeby dobrze zjeść i obkupić się w pamiątki? Tak to miejsce idealne, przysmaki z calutkiego świata.






 8. BEACON HILL – masz dużo pieniędzy? To tutaj z pewnością postawiłbyś swój dom. To najbogatsza dzielnica Bostonu, pełna starych kamiennic  i brukowanych chodniczków z czerwonej cegły. Mieści się tu także dom stanowy State House of Massasuchusetts. My zapamiętałyśmy w szczególności uliczkę  Chestnut Street i Newbury Street.





9. PORT i Boston Tea Party Ship czyli tzw.” herbatka bostońska” - w porcie znajduje się replika jednego ze statków, na których doszło do protestu mieszkańców Bostonu przeciwko polityce fiskalnej.  Całe ładunki angielskich statków zostały wtedy wyrzucone do zatoki.
W porcie czuć zapach owoców morza, które uwielbiają Bostończycy, a w szczególności homary, małże i dorsze.



     10. MUSEUM OF FINE ARTS - miejsce polecane przez Kirana dla spragnionych sztuki i to nie tylko amerykańskiej. Kolekcja muzeum składa się z ok. 450 tysięcy eksponatów z rozmaitych okresów od starożytności do współczesności. Niestety nie starczyło nam już na nie czasu, ale przede wszystkim… pieniędzy ;d  Więc mamy zdjęcie z zewnątrz :D




Boston to także miejsce mocno nastawione na sport! Nie sposób przejść przez miasto i nie zauważyć kibiców drużyny basebollowej RED SOX BOSTON. Emblematy drużyny widnieją na samochodów, ubraniach mieszkańców czy budynkach miasta. Co więcej w Bostonie odbywa się coroczny Maraton Bostoński, jeden z najstarszych maratonów świata.

W Bostonie spędziłyśmy w sumie 1,5dnia, Kiran okazał się bardzo gościnny i towarzyski. Spędziliśmy cudowny wieczór, rozmawiając o sztuce, podróżach, różnicach i podobieństwach kulturowych mieszkańców Polski i Indii. Nasz przewodnik wspominał swój wolontariat Global Citizen w Polsce i opowiadał o codzienności życia w amerykańskiej metropolii. Co do Bostonu - jak do tej pory zrobił na mnie największe wrażenie.  Co ciekawe stojące obok siebie szklane wieżowce i zabytkowe kościoły wcale się ze sobą nie gryzą, a wręcz pięknie dopełniają. Dynamizm w dzielnicy finansowej temperuje spokój  miejskiego parku czy portu. Miasto różnorodności. Z pewnością można przyznać mu miano amerykańskiej stolicy sztuki i kultury. Po prostu człowiek dobrze  się tutaj czuje. Bez dwóch zdań, muszę tu kiedyś wrócić!


Share this:

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz