Camp America czas start!
Pamiętacie taki film z dzieciństwa ,,Nie wierzcie blizniaczkom" z Lindsay Lohan? Był to mój ukochany film, który oglądałam każdego lata nawet po kilka razy i wciąż mi się nie znudził. Zawsze chciałam kiedys znaleźć się na takim typowym amerykańskim campie, zamknięta na jakimś odludziu, mieszkać w drewnianym domku nad jeziorem i jeść burgery na śniadanie. Campy na tym kontynencie są bardzo popularne, można je znaleźć w każdym stanie i przy każdym wielkim mieście. Rodzice bardzo chętnie wysyłają dzieci na takie wakacje bo uczy to ich samodzielności i rozwija wiele umiejętności gdyż oferują one szeroki zakres warsztatow i aktywności sportowych.
Co prawda trochę późno bo mam już 23 lata więc dzieciakiem bawiacym się na campie już nie zostanę, ale w tym roku oto spełniło się moje american dream i jestem pracownicą jednego z wielu tysięcy campow w USA.
Dnia 1 czerwca 2016 roku pierwsza Typowa Grażyna postawiła swój pierwszy krok na wielkim kontynencie za oceanem.
Od 12 dni mieszkam sobie w małym drewnianym domku przy pięknej plaży na Long Island w stanie Nowy Jork. Mam 3 współlokatorki z Polski, z którymi pracujemy w kuchni campu Peconic Dunes. Domkowi daleko do ideału ale mamy wlasna łazienkę i Wi-Fi więc jest wszystko czego potrzeba! Mamy też kilku małych i cichych wspolokatorow które lubią sobie siedzieć pod łóżkiem i straszyć nas codziennie, ale myślę, że pod koniec tego lata pająki i inne robale przestaną na mnie robić wrażenie. A to akurat się przyda!
Moja największa bolączka przed przyjazdem tutaj było wczesne wstawianie do pracy gdyż śniadanie musi być gotowe już na 8 rano, co wiąże się z pobudka o 6! 4 lata studiów mnie rozleniwilo pod tym względem i obawiałam się, że będę zasypiac do pracy ale ale.....jak zawsze głupi ma szczęście i udało mi się dorwać zmianę popołudniowa! Także wstaje sobie o 8 rano, jem śniadanko, piję kawkę, ogladne film, pogadam z Polską i na 11.30 jestem zwarta i gotowa do wojowania w kuchni do godziny 18.
Jak wygląda życie i praca na moim campie? O tym już w następnych postach, a tymczasem czekam, aż pozostałe Grażyny wyladuja na swoich campach i życzę wam moje kochane przyjemnej podróży oraz żadnych latających noży w kuchni!
A na koniec kilka zdjęć z okolicy i pierwsze ujęcia z NYC, którego nie mogę się doczekać zwiedzania!






0 komentarze:
Prześlij komentarz