Czas wolny na campie

Oj już dawno nie miałam tak aktywnego trybu życia jak tutaj. Jak nie 8 godzin biegania, dźwignia i krojenia w kuchnii to jazda na rowerze, plywanie, bieganie, rozciaganie sie, a nawet uwaga, uwaga....zaczęłam uczyć się rysować! Nie pamiętam kiedy robiłam to ostatni raz! Czas wolny na campie to świetna okazja aby robić to, na co się zazwyczaj nie ma czasu w Polsce. Mimo ze bardzo ciężko pracuję i poty mnie zalewają to w pewnym sensie odpoczywam od takiej zwyklej codziennosci i martwienia sie na przyklad jak zdać modele inwestycyjne czy rachunkowość.
Na szczęście nie trzymają nas zamkniętych na trzy spusty w lesie i często organizują wyjścia grupowe do miasta więc jest szansa na poznanie trochę tego kraju już w czasie campu, a nie tylko podczas podróżowania. Często też lokalni pracownicy campu organizują u siebie w domach imprezy więc można poczuć też smak słynnych amerykańskich domowek......A wszyscy wydają się tacy grzeczni i spokojni....Ostatnią sobotę spędziłam na pool party w pieknej willi z basenem, z widokiem na morze i czułam się jak w amerykanskim filmie haha.
Jednak najpiękniejsze jest to, że po dlugim i ciezkim dniu w pracy mozna sobie usiąść na pustej plaży i oglądać piękne zachody słońca lub wskoczyć do wody i się w koncu ochłodzić. Wspaniale jest mieszkać na wybrzeżu i mieć plaże kiedy tylko dusza zapragnie....Jeśli mi kiedyś będzie brakować czegoś z życia na campie....to właśnie tego. Jednak do nieprzyjemnych wydarzeń należy znalezienie zagryzionego rekina. Pytanie brzmi ,,co go zagryzło?". Żyją tutaj bardzo dziwne zwierzęta. Mrówki są potężne, chyba chodowane na McDonald, a w jeziorze pływa krzyżówka krokodyla i żółwia. Natomiast atrakcją tego tygodnia było oglądanie jak wąż wcina żabę dwa razy grubszą od siebie. No discovery channel jak nic....










Share this:

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz